| Wojny w F1, czyli kto się bił, z kim i o co - część 3 (ostatnia) |
|
|
|
| tekst: Piotr Podhajski | |
| 10.11.2008. | |
|
Artykuł o wojnach napisałem po sezonie 2006 i potem trochę się przeleżał w szufladzie. Kiedy niedawno rozległy się pierwsze odgłosy nowej wojny między towarzystwem zarządzającym najważniejszymi wyścigami a FIA, spojrzałem na ten tekst świeżym okiem i postanowiłem nic nie zmieniać. Jeszcze za wcześnie na obiektywną ocenę tej potyczki, chociaż swoje zdanie mam.
Jedno z początkowych zdań wydaje się teraz lekko prorocze – to o broni nowej generacji. Istotnie, skórzana bielizna i ukryte kamery nie były dotąd używane do takich celów. Jakie czasy, takie metody. Proszę więc się zapoznać z przebiegiem walk w starym stylu. Artykuł został podzielony na trzy części. Wszystko z powodu długości. W sobotę ukazała się część 1, wczoraj część 2, a dziś ostatni odcinek. Zapraszam do lektury ! O jeden krok za daleko, czyli zakładnicy i piracki wyścig ![]() Spiskowcy Mayer, Williams i Tyrrell idą konspirować w barakowozie I znów pan Balestre źle ocenił sytuację. Widząc, że nic tu nie wskóra, markiz de Cubas udał się na skargę do swego kuzyna, sprawującego dość znaczącą funkcję króla Hiszpanii. Usłyszał od Juana Carlosa, że ma się nie przejmować i robić wszystko tak, aby wyścig się odbył, a resztę on, król, jakoś załatwi. Markiz zatem wyszedł z pałacu podniesiony na duchu, poobradował jeszcze z panem Ecclestone, po czym ułożył i wysłał do FIA pismo w imieniu RACE, w którym informował, że jego (to znaczy królewski) automobilklub przejmuje wszystkie obowiązki nadzorcze związane z organizacją GP Hiszpanii od wyznaczonej do tego przez FIA Federación Espanola de Automovilismo (FEA). Już nie na piśmie, lecz głośno i wyraźnie dodał, że pan Balestre nie jest na imprezę zaproszony i jego obecność byłaby rzeczą wysoce niepożądaną. ![]() Przed barakowowzem trwa konferencja prasowa Wątpliwości nie zostały wyjaśnione. Panowie Balestre i Ecclestone spotkali się jeszcze tylko po to, aby nic nie uzgodnić i podnieść sobie nawzajem ciśnienie. Minister sportu Hiszpanii oświadczył, że RACE to uzurpatorzy i tylko FEA jest uprawniona do organizacji wyścigu. Markiz de Cubas poinformował na to dziennikarzy, co może mu zrobić minister sportu. Wyścig odbył się w obsadzie FOCA + Osella, czyli 22 kierowców. Całkiem przypadkowo tydzień po gorszących wydarzeniach obradowała w Atenach plenarna konferencja FIA. Cóż miało począć ciało obradujące wobec zastanego bezprawia? Pan Balestre zgłosił w imieniu FISA szereg wniosków, a ciało postanowiło między innymi powyrzucać FOCA i jej przedstawicieli z różnych komitetów i komisji, w tym z Komisji Sportowej F1. Potem, korzystając już z własnych kompetencji, pan Balestre uznał wyścig o GP Hiszpanii za nielegalny i niebyły, a wszystkich uczestniczących w nim kierowców zawiesił do odwołania we wszystkich imprezach nadzorowanych przez FISA. Zaraz musiał się z tego zawieszenia wycofać, bowiem dopuszczenie tylko sześciu samochodów do Grand Prix Francji oznaczałoby początek szybkiego końca kariery przewodniczącego, sponsorzy raczej nie przepadają za takimi niespodziankami. Kontratak i wojna totalna ![]() Sygnał do rewolucji ![]() Radosne nastroje w zespołach FISA Regulaminy nowych mistrzostw FIA opublikowała 28 października 1980 roku. Trzy dni później pan Ecclestone zwołał konferencję prasową i rozdał opasłe pliki papierów z nagłówkiem „The World Professional Drivers Championship”. Dokument zawierał przepisy sportowe i techniczne dla przedsięwzięcia o tej nazwie, kalendarz mistrzostw na rok 1981 i trochę załączników ideologicznych. Balestre chce wojować? – spytał Ecclestone – Bardzo proszę, wojna oto jest wypowiedziana. Załączniki przypominały i cytowały 26 wcześniejszych wystąpień przewodniczącego FISA skierowanych przeciwko FOCA, a dalej szło 20 powodów, dla których zdaniem FOCA przewodniczący nie powinien być przewodniczącym. To za dużo, aby je tu przytoczyć, posłużę się więc syntetyczną opinią Franka Williamsa: „Balestre nigdy nie wystawił samochodu w żadnym wyścigu, nie zna się na tym i za nic nie płaci. Ma tylko władzę i nic poza tym. To są moje pieniądze i moje wyścigi – nie chcę, żeby zarządzał tym ktoś niekompetentny.” Zapowiedziano też utworzenie niezależnej od FIA organizacji pod nazwą World Federation of Motor Sports, mającej sprawować nadzór sportowy i techniczny. Porównując kalendarz FIA (14 eliminacji) i FOCA (18 eliminacji) dało się zauważyć, że aż 11 wyścigów figuruje w obu dokumentach, lecz FOCA dysponowała już umowami z większością organizatorów, nawet, co bardzo osobliwe, z francuską federacją FFSA w sprawie GP Francji. Umowę tę podpisał przewodniczący FFSA, niejaki Jean-Marie Balestre. Dziwne, ale prawdziwe. Piracki regulamin techniczny nie zakazywał stosowania ruchomych spódniczek, przewidywał natomiast kilka innych restrykcji, mających wejść w życie od pierwszego europejskiego wyścigu w 1981 roku – ograniczenie do 4,5 m2 (czyli o 38%) powierzchni pod samochodem, kształtowanej w celu uzyskania efektu przyziemnego, ograniczenie przepływu paliwa do 50 cm3/s (Cosworth DFV potrzebował 49,5 cm3/s), wreszcie ustalenie maksymalnej objętości opon na 400 litrów, bez regulowania wymiarów. Gdyby hasło „bezpieczeństwo” rzeczywiście odgrywało jakąś rolę w tej awanturze, byłyby to propozycje zachęcające do kompromisu – ograniczenia prędkości na zakrętach bez faworyzowania silników turbo. Jeszcze jeden piracki wyścig i rozbicie sił przeciwnika ![]() Vittorio Brambilla zastanawia się, co tu się (...) dzieje Następny planowany wyścig, GP Long Beach w połowie marca, też był wpisany w obu kalendarzach i było oczywiste, że impreza może się też odbyć na warunkach FOCA. Gdyby FISA próbowała jakoś przejąć tam rządy i dopuścić na start tylko swoje trzy czy cztery zespoły, organizatorzy mieli zamiar imprezę odwołać i wpisać się na rezerwowy termin do kalendarza CART. Max Mosley nie próżnował, wspomagając wszystkich „swoich” organizatorów w składaniu odpowiednich wniosków i pozwów przeciwko FISA, aby unieważnić wcześniej zawarte umowy (dysponował orzeczeniem brytyjskiego High Court, kwestionującego możliwość wykonywania władczych kompetencji FISA poza Francją). Pan Balestre był prawdopodobnie gotów do konfrontacji, lecz nagle jego obóz przestał istnieć, co było do przewidzenia. Wojen nie wygrywa się ideologią, potrzebne są pieniądze, a te potrafili liczyć (z trudem, bo z trudem) nawet w państwowym przedsiębiorstwie Renault. Kontrolowane przecieki głosiły, że Renault musi pojechać w Long Beach i pojedzie, choćby pan Balestre położył się w poprzek toru, ponieważ idzie o podstawy nowej kampanii reklamowej w USA. Co na to przewodniczący? Nic, czekał na rozwój wypadków, z maszynką do głosowania w pogotowiu. Nie wiadomo, do jakich jeszcze aktów żałosnych by doszło, gdyby nie wmieszał się w to najstarszy i najbardziej doświadczony człowiek w branży, który prowadził swój zespół w wyścigach Grand Prix zanim mały Bernie nauczył się siadać na nocniku – pan Enzo Ferrari we własnej osobie. Była dobra okazja aby przyłączyć się do dzielących łupy, bez zdradzania drogiego przyjaciela z Paryża. Interweniuje Ojciec Chrzestny i zapanowuje powszechna Concorde ![]() Enzo Ferrari Il Commendatore miał jak zwykle rację. Jedyne, czego chciał wtedy pan Balestre, to była możliwość zachowania twarzy, obojętnie jak, byle dało się to sprzedać jako sukces i dalej sprawować władzę. Przez kilka dni w Maranello płodzono dokument, w którym spisano wszystkie potrzebne reguły, podporządkowane przewodniej idei zwycięzców – FISA i FIA zostają odcięte od wszystkiego, co ma związek z przepływem pieniędzy, a zachowują swe uprawnienia co do spraw sportowych i technicznych, z obowiązkiem wiążących konsultacji z żywotnie zainteresowanymi. Na pożarcie panu Balestre rzucono spódniczki. Max Mosley nadał dokumentowi formę dwustronnej umowy, bez zarzutu pod względem prawnym. Enzo Ferrari był bardzo zadowolony. Umyślny pomknął z papierami do Paryża, gdzie przewodniczący odliczał dni do najgorszego dnia w swoim życiu – wyścigu w Long Beach z udziałem Renault i pod auspicjami FOCA. Projekt porozumienia przyjął z godnością, analizował długo, lecz nie znalazł nic, do czego mógłby się przyczepić. Rzeczywiście, zachowywał tym sposobem i twarz, i władzę. Musiał jednak coś dodać od siebie i to mu wyszło nawet nie najgorzej – przekreślił nagłówek i napisał „Concorde Agreement”. Był to jedyny wkład przewodniczącego FISA w porozumienie, a natchnienie przyszło zza okna, jako że biuro mieściło się przy placu Concorde. Potem kazał wszystko przetłumaczyć na francuski i ogłosił, że jego wieloletnia, katorżnicza praca na rzecz zaprowadzenia porządku w Formule 1 zakończyła się powodzeniem. Kto maszynką do głosowania wojuje, od maszynki do głosowania ginie ![]() Jean-Marie Balestre Pan Balestre korzystał z władzy tak długo, jak długo panował nad maszynką do głosowania. W roku 1986 kazał się demokratycznie wybrać na przewodniczącego całej FIA, zachowując krzesło w FISA i został czymś w rodzaju cesarza. Co jakiś czas wszczynał nowe kampanie na rzecz „bezpieczeństwa”, więc kategorie nie chronione przed nim tak dobrze, jak Formuła 1, ciężko znosiły te kuracje. Prototypy sportowe do dzisiaj nie odzyskały ówczesnego znaczenia i nie zanosi się na to w przyszłości. Wsławił się też pan Balestre ręcznym sterowaniem skutków szorstkiej przyjaźni Prosta i Senny, posuwając się podobno do fałszowania podpisów. Sytuacja dojrzewała do następnej, mniejszej rewolucji, gdy pan przewodniczący znów źle ocenił sytuację i w roku 1991 stanął do wyborów na następną kadencję. Skończyło się na cichutkim przewrocie pałacowym. Tylko zupełnie betonowy elektorat nie wiedział jeszcze, w czyich rękach jest bat i marchewka, więc wynik głosowania brzmiał: Max Mosley 43, Jean-Marie Balestre 29. |
|
| Zmieniony ( 10.11.2008. ) |
| następny artykuł » |
|---|
| Najbliższe wydarzenia | |||
|---|---|---|---|
|
| Galeria z zimowych testów 2008/09 |
|---|
| Najnowsze testy - relacje |
|---|
| Najnowsze filmy |
|---|
| Dowiedz się wiecej o... |
|---|









