 Były już współwłaściciel Scuderia Toro Rosso przyznaje, że był na początku sceptycznie nastawiony do współpracy z Vettelem.
Kiedy Sebastian Vettel i Gerhard Berger odbierali na podium w Monzy trofea za zwycięstwo w GP Włoch, cieszyli się jakby byli od dawna kumplami. Jak się jednak okazuje przyjaźń ta nie była taka różowa od samego początku. Berger przyznał w wywiadzie dla strony internetowej amerykańskiej stacji Speed TV, że decyzja o zatrudnieniu Vettela nie należała do niego.
Szczerze mówiąc, nie brałem w tym żadnego udziału. Co prawda obserwowałem Vettela od kilku lat, uważając go za dobrego kierowcę, ale nie za aż tak dobrego. To Didi (Dietmar) Mateschitz polecił mi go zatrudnić. Wcześniej ja tylko poinformowałem go, że powinniśmy zmienić kierowców, a Didi powiedział, że powinniśmy wypróbować Vettela. Jak powiedział, tak zrobił. W krótkim czasie nikt w Faenzy nie płakał za Vitantonio Liuzzim i Scottem Speedem.
Na początku powiedziałem mu, że musi być szybszy o pół sekundy, jeżeli chce być konkurencyjny, bo myślałem, że w BMW właśnie tyle mu brakowało, i się nie myliłem. Bardzo szybko nadrobił jednak tę stratę. Jego inteligencja i sposób w jaki pracował były tak niesamowite, że muszę otwarcie przyznać: Zupełnie nie doceniłem potencjału tego chłopaka.
Vettel nie zawiódł Bergera. Od początku minionego sezonu notował stały postęp, którego szczyt nastąpił podczas zwycięskiego dla siebie GP Włoch. Niestety, ta bardzo udana współpraca trwała bardzo krótko. Najpierw Vettel został przetransferowany do głównego teamu Red Bulla na sezon 2009, a niedawno Berger odsprzedał swoje udziały Mateschitzowi, który z kolei od kilku miesięcy szuka klienta, który wykupiłby od niego cały zespół Toro Rosso.
Źródło: motorsport-total.com |